Coraz bardziej potrzebuję urlopu. Coraz trudniej mi skupić się, aby napisać choć kilka zdań. Jednak obok „Kolei podziemnej. Czarna krew Ameryki” Colsona Whiteheada nie da się przejść obojętnie. Książka opowiada próbę ucieczki niewolnicy z plantacji bawełny. Autor bez ogródek pisze: „Gdyby czarnuch zasługiwał na wolność, nie byłby w kajdanach. Gdyby czerwonoskóry miał zachować swoje terytoria, nadal pozostałyby jego. Gdyby białemu człowiekowi ten nowy świat nie był przeznaczony, teraz by do niego nie należał. […]Taki jest amerykański imperatyw.”.

Czytając te słowa zastanawiam się, czy pomimo lat, które upłynęły od zniesienia niewolnictwa nie drzemie we mnie przekonanie, że jako białemu wolno mi więcej, że w jakimś stopniu jestem lepszy.

Nawet gdy świadomie zacznę temu zaprzeczać i podawać dowody na tolerancję, to podświadomie… Gdzieś zacznie rozbrzmiewać mi w głowie chociażby „Murzynek Bambo” Tuwima. Pamiętacie?

„Murzynek Bambo w Afryce mieszka,
czarną ma skórę ten nasz koleżka. Itd…”

To murzyniątko było fajne i zabawne, coś na kształt fajnej zabawki lub miłego zwierzaczka.. Cóż… Edukacja robi swoje.

Whitehead bez ogródek tłumaczy zażartą walkę plantatorów o utrzymanie niewolnictwa: „Ziemia i czarnuchy do jej kultywacji to gwarancja jakiej nie udzieliłby żaden bank.”

Książka w porażający sposób pokazuje, do jakich okrucieństw zdolni byli biali wobec niewolników. To nie jest „Chata wuja Toma” czy „Sekretne życie pszczół”. Niektóre akapity jeżą włosy na głowie. I nie ma żadnego usprawiedliwienia dla białych plantatorów, choć oczywiście racjonalny umysł jest do wszystkiego zdolny. „Sama Ameryka to także złudzenie, największe ze wszystkich. Biała rasa wierzy, wierzy z całego serca, że przywłaszczenie tej ziemi jest jej prawem. Zabijanie Indian. Prowadzenie wojny. Zniewolenie swoich braci. Ten naród nie powinien istnieć, jeżeli istnieje sprawiedliwość na tym świecie, jest bowiem zbudowany na mordzie, kradzieży i okrucieństwie. A jednak tu jesteśmy.”.

Książka stawia tezę, że: „Możliwe, że świat jest podły, ale ludzie nie muszą. Nie, jeśli odmówią.”. Tezy tej nie udało się jednak autorowi do końca obronić. Możliwe, że nawet nie chciał. Ważne było, że podjął próbę. I myślę sobie, że to ciągłe podejmowanie prób jest chyba najważniejsze. Nawet jeśli w naszej (mojej) podświadomości wciąż tkwią demony, że biała skóra daje dodatkowe prawa.

Zapraszam do lektury. Nie pożałujecie.

Artur Żak

Colson Whitehead, „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” tłumaczenie: Rafał Lisowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2017