Month: Lipiec 2018

Amerykaana

Dziś zaczynam wakacje. Zabieram ze sobą trzy książki: Leopolda Tyrmanda „Filip”, Imbolo Mbue „My, marzyciele” i „Odyseję”. Wszystkie poranki i wieczory dla książek, a reszta dnia dla słodkiego nicnierobienia i nadrabiania braków w śnie. Zanim jednak przekręcę kluczyk w samochodzie, chciałbym powiedzieć kilka słów o książce, którą skończyłem czytać tydzień temu, a która wciąż rozbrzmiewa we mnie zagłuszając inne myśli.

czytaj więcej

O śmiechu

Dziś na trzy godziny ugrzązłem w Legionowie. Słońca smażyło niemiłosiernie, więc postanowiłem spędzić czas w Parku Zdrojowym. Usiadłem tuż obok małej tężni w cieniu sosen. Wyjąłem książkę z naiwną nadzieją, że w spokoju przeczytam kilkadziesiąt stron. Nie zdążyłem dojść do drugiej, gdy usłyszałem jadowity krzyk korpulentnej sześćdziesięciolatki.

czytaj więcej

Czarna krew Ameryki

Coraz bardziej potrzebuję urlopu. Coraz trudniej mi skupić się, aby napisać choć kilka zdań. Jednak obok „Kolei podziemnej. Czarna krew Ameryki” Colsona Whiteheada nie da się przejść obojętnie. Książka opowiada próbę ucieczki niewolnicy z plantacji bawełny. Autor bez ogródek pisze: „Gdyby czarnuch zasługiwał na wolność, nie byłby w kajdanach. Gdyby czerwonoskóry miał zachować swoje terytoria, nadal pozostałyby jego. Gdyby białemu człowiekowi ten nowy świat nie był przeznaczony, teraz by do niego nie należał. […]Taki jest amerykański imperatyw.”.

czytaj więcej

Słońce Scortów

Książkę Laurenta Gaude „Słońce Scortów” pożarłem zachłannie nie mogąc się od niej oderwać. Opowiada o losach rodziny Scortów mających swoje korzenie gdzieś na południu Włoch. Gdy ją czytałem przyszedł mi na myśl Flaubert i jego wspaniała powieść „Salambo”. Nad każdą z nich praży bezlitośnie słońce i bohaterowie muszą wręcz wyżebrać resztki sił, aby móc działać. To piekące słońce czuć niemal na każdej stronie. Miejscami jest ono tak gęste, że trzeba natychmiast szukać cienia, aby nie postradać zmysłów.

czytaj więcej

Napędzane przez WordPress & Theme by Anders Norén