„GDY NAS ZDYBIE NUDA, TRZEBA JEJ SIĘ PODDAĆ. NIECH NAS POWALI, POGRĄŻY; SIĘGNIJMY DNA. TA ZASADA DOTYCZY WSZYSTKIEGO, CO NIEPRZYJEMNE – IM PRĘDZEJ CZŁOWIEK SIĘGNIE DNA, TYM PRĘDZEJ WYPŁYNIE NA POWIERZCHNIĘ.” – napisał w „Pochwale nudy” Josif Brodski, wspaniały poeta, który dziś kończyłby 78 lat.

Urodził się w Leningradzie 24 maja 1940 roku. Jego młodość można streścić jednym słowem: nieprzystosowany. Władze ZSRR użyły jeszcze bardziej dobitnego słowa: pasożyt! Dokładnie, skazały go na przymusowe roboty za pasożytnictwo. W 1972 roku komuniści doszli do wniosku, że takie byle co nie zasługuje na zaszczytny paszport z czerwoną gwiazdą i pozbawiły Brodskiego obywatelstwa wyrzucając z kraju. Przewrotnie napisał: „Wszyscy mamy więcej powodów do trwania w miejscu niż do marszu. Po co zatem maszerować, skoro dotrzyma się jedynie kroku nad wyraz smętnej melodii?”…

Zamieszkał w Nowym Jorku.

W 1987 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Każdy, kto czytał jego wiersze, nawet przez chwilę nie będzie miał wątpliwości, że decyzja ta była słuszna. Napisał: „Prawda wygląda tak, że poezja, jako najdoskonalsza forma ludzkiej mowy, nie tylko przedstawia doświadczenie ludzkie w najbardziej zwięzły, skondensowany sposób, lecz również ustanawia najwyższy standard wszelkich poczynań językowych – zwłaszcza na papierze.”

Zmarł w 1996 roku w Nowym Jorku, ale pochowany został w Wenecji, którą pokochał. Śpij spokojnie! Twoje słowa są w nas i będę do końca naszych dni.

Zdjęcie za: poezja.org