Po latach musiałem wrócić do Salingera. Od kilku miesięcy krążył nade mną, wabił mnie, aż na nowo otworzyłem „Buszujący w zbożu”. Nie była to już ta sama książka, którą spałaszowałem dwadzieścia lat temu. A jednak znowu z wypiekami na twarzy przeczytałem ją jednym tchem – pisze Artur Żak.

Czy świat należy wyłącznie do przystosowanych, mądrych i rozważnych? A może nie wszyscy muszą mieć dobre oceny w szkole, nie muszą akceptować przyjętych norm, działać rozważnie, oszczędzać, bogacić się, mieć mądre dzieci i piękny dom w dobrej dzielnicy.

Czym jest „przystosowanie”? Czy nie jest to przypadkiem, pójściem na kompromis z wizją świata rodziców i społeczeństwa?! Żeby zacytować Salingera: „Żeby kogoś zdołować, wystarczy tylko dawać mu masę idiotycznych rad…”.

Zresztą, czy jest w ogóle sens rozpatrywać to pojęcie w kategoriach: „dobro” – „zło”. „Przystosowanie” i „nieprzystosowanie” (które również może być pójściem na kompromis z wizją świata rodziców i otoczenia) są dwoma współistniejącymi światami, które teoretycznie wcale nie muszą siebie wzajemnie negować. Tyle w teorii. Fakty jednak są takie, że presja na bycie „przystosowanym” jest tak wielka, że dopada niemal każdego, a każde „nieprzystosowanie” oznacza bycie gorszym, a na pewno innym, obcym. A nawet budzącym agresję czy nienawiść.

Nagrodą za przystosowanie jest: stabilna praca, dom, rodzina, dzieci, znajomi, wakacje, długa majówka, prezenty pod choinką – jednym słowem, tak zwana, normalność.

Carl Gustaw Jung w tym miejscu prawdopodobnie by zakasłał, ale jako że go nie ma i nie kaszle, to pozwólcie, że zacytuję jego kilka zdań z „Dynamiki nieświadomości”: „Cel społeczny osiąga się kosztem degradacji osobowości. Wiele – aż nazbyt wiele – aspektów życia, które również powinny zostać doświadczone, pozostaje w rupieciarni, wśród zakurzonych wspomnień; ale czasem pod szarym popiołem żarzą się jeszcze węgle.”

Pamiętacie jak bohater kłoci się z Sally?: „Powiedziałem, że to nieprawda, nie pojedziemy w żadne fantastyczne miejsca, gdy skończę college i tak dalej. Posłuchaj dobrze. Później wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Będziemy musieli jeździć windą z walizami i całą resztą klamotów. Będziemy obdzwaniać wszystkich, żegnać się z nimi, a potem z hoteli wysłać im pocztówki. Ja będę pracował w jakimś biurze i zarabiał kupę szmalu, a do roboty będę jeździł taksówkami albo autobusami, będę czytywał gazety i grał w brydża, chodził do kina i oglądał jakieś głupie krótkometrażówki, reklamy i kroniki filmowe. Kroniki! Boże Wszechmogący! Potem już zawsze będą jakieś wyścigi konne, jakaś damulka rozbijająca butelkę szampana o burtę statku, szympans w spodniach jeżdżący na rowerze. Nie będzie już tak samo…”

Dobrze, a teraz druga strona medalu. Nagrodą za „nieprzystosowanie” jest odrzucenie, samotność, często bieda, wyraz politowania na twarzy otoczenia. Inność. „Nieprzystosowanie” nie ma nic wspólnego z byciem „malowanym ptakiem”. Powiedziałbym raczej, że jest w tym więcej szarości i mroku.

Nie zmienia to faktu, że człowiek ma prawo do wybrania „nieprzystosowania”, tak samo zresztą jak ma prawo (inni powiedzą, że obowiązek) zaakceptować normy społeczne, a nawet je podtrzymywać i umacniać.

Bohater „Buszujący w zbożu” wybiera przystosowanie. Dziś doskonale go rozumiem. Co więcej, czuję z nim jeszcze większą więź niż przed laty, kiedy jego decyzję odebrałem jako porażkę, pójście na łatwiznę. Nie jest łatwo zanegować wychowanie, kulturę i wszystko porzucić. Bo niby dlaczego? „Nieprzystosowanie” jest formą ucieczki, tak zresztą, jak i „przystosowanie”, gdyż w pierwszym przypadku uciekamy „od norm”, a w drugim „w normy”. W książce znajdziemy takie słowa: „Pojmiesz, między innymi, że nie ciebie pierwszego zachowanie ludzkie zastanawia, napawa strachem czy wręcz obrzydzeniem”.

A jednak, gdzieś między wersami, Salinger delikatnie sączy słowa o świecie, który jest poza „przystosowaniem” i „nieprzystosowaniem”. Słowa, o możliwości wyboru: „ -Wiesz, co by mi się podobało? – zapytałem. –Co chciałbym robić? Gdybym miał jakiś wybór, do cholery.”.

Tak naprawdę, „przystosowanie” i „nieprzystosowanie” to dwa stany, w których skazujemy się na brak możliwości wyboru. Wtedy wszystko, lub prawie wszystko staje się kłamstwem lub w najlepszym wariancie półprawdą, gdyż nie mamy możliwości wolnego wyboru. Zamiast tego mamy utarty szlak lub ucieczkę w mniej utarty, co wcale nie znaczy, że bardziej nasz. „Człowiekowi, który spada w przepaść, nie dana jest świadomość ani poczucie, że znalazł się na dnie. Po prostu stacza się i stacza się coraz bardziej.” – napisze Salinger i chyba nic więcej nie ma sensu dodawać.

Artur Żak

J.D.Salinger, Buszujący w zbożu, tłumaczenie Magdalena Słysz, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2008